Jeremiasz Popiel malarstwo

Jeremiasz Popiel – artysta autysta

Kiedy 23 lata temu urodził się Jeremiasz, w Polsce mało kto wiedział, co to jest autyzm, a my, rodzice, zupełnie nie byliśmy przygotowani na wychowywanie autystycznych synów (Jeremiasz ma młodszego brata Ignacego – również autystycznego).

Pierwszym wyzwaniem po zaakceptowaniu diagnozy: autyzm i po swoistej żałobie po starym życiu (a raczej po wyobrażeniach o życiu) było KOMUNIKOWANIE SIĘ (bardzo utrudnione w kontaktach z osobami autystycznymi). Jeremiasz jest „mówiącym” autystą, ale mówiącym jakby w obcym języku – wszystkie gramatyczne zawiłości języka, jak odmiany przez przypadki, osoby, czasy są dla Niego nieważne, język, jakim się posługuje, jest uproszczony, najczęściej bez czasowników; słowem – słucha się Jeremiasza jak obcokrajowca z bardzo dalekiego kraju. Za to rysowanie – od momentu, kiedy odkrył, że to co jest w Jego myślach może bez mówienia „opisać” poprzez rysunek – stało się Jego „ojczystym” językiem (ciekawe, że gr. grapho oznacza zarówno pisanie, jak i malowanie).

Jakież było nasze zdumienie, gdy pierwsi terapeuci – w imię terapii właśnie – kategorycznie limitowali czas Jego rysowania, „by za bardzo nie zagłębiał się w wewnętrzny, autystyczny świat”. Tak jakby to jego autystyczne wnętrze było gorsze od wnętrza innych ludzi. Autyzm to nie choroba, to inny sposób organizacji i aktywności mózgu, to inny sposób postrzegania świata i go opisywania. Życie obok Jeremiasza to wyzwanie i przywilej: ciągle uczymy się nowych rzeczy, demaskujemy łatwe stereotypy, weryfikujemy obraz rzeczywistości odbierany własnymi zmysłami, bo często jest powierzchowny, szukamy sensów dziwnych zachowań, by odkryć, że „dziwne i niepojęte” jest logiczne, uporządkowane i piękne. Przywilejem jest obserwowanie jak praktyka czyni Go mistrzem (często rysuje nieprzerwanie przez wiele godzin).

Prace Jeremiasza powstają w sposób szczególny. Zawsze rysuje bez szkicu. Często zaczyna od dziwnie nieistotnego szczegółu, by wokół niego stworzyć kompletną kompozycję. Rysuje bez poprawek, w skali. Jego kreska jest bezbłędna, tak jakby obraz, który chce opowiedzieć (obojętnie czy inspiracją jest natura, czy fotografia), został wchłonięty w całości, „zeskanowany” przez Jego mózg, a następnie wydrukowany bez cienia niepewności („Lizbona”).

W pracach kolorowych Jego uporządkowany, logiczny mózg najpierw wybierze kolor, którego użyje najwięcej i naniesie wszędzie tam, gdzie powinien się znaleźć i do końca pracy już go nie użyje, a następnie w podobny sposób potraktuje pozostałą paletę barw.

Jeremiasz ma szczęście do ludzi, a ludzie mają szczęście do Jeremiasza – wymienię tylko kilkoro: Sylwia Rosińska, Magda Baranowska, Marek Tarwacki, Maciek Rink, Dominika Donde, to osoby, które m.in. organizowały edukację Jeremiasza i współuczestniczyły w niej, tworząc nowatorską w Polsce ścieżkę edukacji włączającej.

Na szczęście tatą Jeremiasza jest artysta malarz Witold Popiel, który całym swoim artystycznym doświadczeniem wspiera Jego rozwój (chociaż nie jest Jego nauczycielem). Na szczęście pierwszymi kolekcjonerami Jego prac (już dziecięcych) są Wojtek i Basia Pszoniakowie i Kora Jackowska. Na szczęście Jeremiasz nigdy nie będzie samotny wśród neurotypowych nas – ma brata Ignacego.

Szczęśliwie każda wystawa prac Jeremiasza (m.in.Sejm RP 2013, Pałac Prezydencki 2014, Muzeum Narodowe 2015) zyskuje grono rzeczników Jego talentu. Szczęśliwie od 10. lat jest stypendystą Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci – ogólnopolskiej instytucji wspierającej rozwój najbardziej uzdolnionych dzieci i młodzieży we wszystkich dziedzinach sztuki i nauki.

A dzisiaj, na szczęście dla Jeremiasza, jesteśmy świadkami nowojorskiego spotkania z Tomkiem Sikorą. Oto kolejna odsłona świata według Jeremiasza – zdjęcia Nowego Jorku autorstwa Tomka Sikory pisane „ojczystym” językiem Jeremiasza Popiela.

Justyna Niegierysz, mama Jeremiasza

Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *